Bogate Myśli na wakacjach.

Wszyscy wiemy jak ważne jest pozytywne myślenie i szukanie choćby najmniejszych dobrych stron w każdej sytuacji. Ale czy zawsze to się udaje? Jak wyglądają Bogate Myśli na wakacjach?

W niedzielę 18 marca miałam przylecieć do Polski. Niby na urlop, choć w rzeczywistości mój pobyt z wypoczynkiem miał mieć mało wspólnego. Chciałam nadrobić wizyty lekarskie i najważniejsze skończyć sprawę pewnego wrednego zapalenia – co wiąże się z umówionym zabiegiem.

Najważniejsze plany miałam na pierwsze 3 dni pobytu. Potem czekało mnie gojenie po zabiegu i siedzenie w domu. No w planach miałam odwiedzenie rodziny w trakcie Świąt Wielkanocnych, choć oczywiste było założenie, że większość osób odwiedzi nas zarz po przylocie, jak to zwykle bywa.

Zaczynamy urlop.

Do Polski leciałam tylko z Jasiem. Kto lata z 4,5 letnim dzieckiem, któremu energia przez 12 godzin dziennie po prostu wychodzi uszami, ten wie jak powinien wyglądać pobyt na lotnisku. Było gorzej.

Nie dość, że samolot miał wystartować o 6.30, co wiązało się z pobudką przed 3 i wyjazdem o 3.30 – kto nie pamięta, w niedzielę spadł śnieg, w Anglii niestety też 😉

Na lotnisko dotarliśmy bez większych problemów – tylko kilka razy jechaliśmy bokiem na zakrętach. Schody zaczęły się później. Najpierw moje łańcuchy przy bluzce piszczały przy bramkach bezpieczeństwa i dodatkowe kilka minut kontroli, potem to samo stało się z moimi olejkami migdałowymi.

Na całe szczęście Jaś tak bardzo chciał lecieć, że bez problemu grzecznie czekał gdy ja byłam dokładniej skanowana i czekałam na nasze bagaże.

Zaraz startujemy… albo i nie.

W dużym skrócie, po 5 godzinach czekania na lotnisku – choć nie wiem czy bieganie bez butów, skakanie po fotelach i polerownie podług lotniska można nazwać czekaniem – nasz lot został odwołany. Wróciliśmy zatem do domu, oczywiście wykończeni bardziej niż rzeczywistym lotem.

Pierwszą rzeczą była zamiana biletów. Musiałam być w Polsce w środę, więc jedynym wyjściem był lot we wtorek z lotniska w Luton. Zarówno z Nottingham, Birmingham jak i Manchesteru najbliższe loty z wolnymi miejscami zaczynały się od 28 marca.

Jedziemy do Londynu… ale czy na pewno?

Do wtorku dużo czasu nie zostało, więc nawet nie próbowałam się rozpakowywać. Wszystko było gotowe, samochód zatankowany, wyjazd zaplanowany w okolicach godziny 13. Wszystko po to, aby jechać spokojnie (niespokojna jazda kończy się sprzątaniem całego samochodu).

Poniedziałek wieczór, kładziemy się spać, ale coś jest nie tak. Jaś ma gorączkę, no właściwie lekko podwyższoną temperaturę. O północy wraca mąż, Jaś już ma gorączkę. Godzinę później pojawiają się jeszcze wymioty i biegunka. I tak całą noc.

Rano sytuacja była już opanowana. Jaś czuł się lepiej. Wyjechaliśmy – najpierw jeszcze po krakersy do sklepu, bo biszkopty są niedobre. Pod sklepem okazało się, że mamy coś wbite w koło. Niestety był to sporej wielkości hak.

Ale mamy jeszcze trochę czasu.

Mąż zabrał się za zmianę koła. Nie dał rady – brakowało nam nakładki na specjalne fabryczne śruby. Żaden mechanik nie był tego w stanie zrobić na szybko. Zostało nam szukanie transportu na ostatnią chwilę. Na szczęście udało nam się z małym zapasem czasu dojechać na lotnisko.

Obyło się nawet bez większych problemów – Jaś przespał prawie całą podróż, wymiotując dopiero na miejscu. Biegiem przez lotnisko, do samolotu i w końcu można odetchnąć z ulgą. Tym razem wystartowaliśmy.

3 dni katastrof i 3 dni dobrych wiadomości.

No nie powiem, żebym w ciągu tych trzech dni była jakoś super zen. Cały czas miałam nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży, bo zabieg był dla mnie priorytetem na tą połowę roku.

Zabieg poszedł lepiej niż się spodziewałam, nawet dużo lepiej niż pierwsza część, która nie była tak rozległa. Nie potrzebowałam nawet leków przeciwbólowych. Mąż wymienił śruby w kołach i co ważniejsze w środę był na rozmowie o pracę, którą dostał. Tydzień zakończył się bardzo dobrze, ale wymęczył mnie fizycznie i psychicznie na tyle, że potrzebowałam resetu.

Dlatego, pomimo ambitnych planów, prawdopodobnie w najbliższych dniach zajmę się odpoczynkiem i ładowaniem baterii na nadchodzące miesiące.