Mamy budżet i co dalej?

Oczywiście samo stworzenie budżetu to jeszcze nie koniec. Jakoś trzeba panować nad wydatkami, czy chociażby sprawdzić na początkowym etapie, ile rzeczywiście wydajemy.

Istnieje kilka narzędzi, które pomagają mi w codziennym panowaniu nad moimi finansami. Niektóre z nich wykorzystuję na etapie liczenia wydatków, inne do planowania, czy pilnowania aby w danym miesiącu odpowiednia kwota została odłożona na konkretne wydatki.

Oprócz narzędzi, omówię też kilka moich sposobów na radzenie sobie z panowaniem nad codziennymi wydatkami 😉

Narzędzia i sposoby ułatwiające mi panowanie nad budżetem domowym, to:

Arkusz Kalkulacyjny.

Z wykształcenia jestem matematykiem, więc chyba nic dziwnego, że to arkusz kalkulacyjny jest moim ulubionym narzędziem. To w nim sumuję wydatki. Oczywiście jak wspominałam w poprzednich artykułach nie robię tego codziennie.


Poprzednie artykuły z serii o budżecie domowym:

Sumuję wydatki przez pewien czas, po to aby wyznaczyć poziom kosztów dla danej grupy. Po czym daruję sobie zbieranie paragonów, codzienne wklepywanie odpowiednich liczb w kolumny. Mam wyznaczone kwoty dla poszczególnych grup wydatków i tego się trzymam, choć nie za wszelką cenę.

Oczywiście, to że raz policzyłam ile potrzebuję, nie znaczy że tak już będzie. Istnieją sytuacje, kiedy muszę wrócić do obliczeń – niekoniecznie wiąże się to z ponownym zbieraniem wszystkich paragonów. Dlaczego?

Na przykład obecnie zmieniliśmy mieszkanie – w związku z tym, nasze rachunki wyglądają teraz inaczej. Płacimy więcej za wynajem, choć z dotychczasowych obserwacji wynika, że za zużycie energii zapłacimy trochę mniej niż wcześniej.

Przez pewien czas będę sprawdzała ile energii zużywamy – choć oczywiście kończy się zima, dni są coraz dłuższe, więc i rachunki będą coraz niższe. Uwzględnię obserwacje w moim budżecie i wprowadzę do niego pewne zmiany.

Ostatnio też trochę pracuję etatowo – ale zarobionych pieniędzy nie wliczam do standardowego budżetu, bo raz pracować będę tylko przez kilka tygodni a dwa – zarobione pieniądze mamy zamiar wydać na większe wydatki, które chcemy w końcu ponieść a dość długo je odkładaliśmy. Jednym z nich jest zakup samochodu.

Bez sensu jest uwzględnianie tego w budżecie – bo raz, że moje zarobki pojawią się pewnie w dwóch miesiącach, a ponoszone wydatki także będą jednorazowymi, więc potem znowu musiałabym wszystko zmieniać.

Zupełnie inaczej będzie, jeśli moja firma zacznie generować dochody, które pozwolą mi na wypłacanie sobie pieniędzy co miesiąc – wtedy uwzględnię to w moim miesięcznym budżecie 😉

Evernote.

Jest to program do tworzenia notatek. Powstają w nim wszystkie moje listy – między innymi listy zakupów. Co prawda niekoniecznie lista codziennych zakupów, ale stworzyłam sobie listy zakupów – czyli listę produktów, które kupuję raz na dwa tygodnie, czy raz w miesiącu.

Z zakupami wiąże się też inna kwestia, która bardzo pomaga w planowaniu budżetu i trzymaniu się ustalonych kwot.

Planowanie jadłospisu i zakupów.

Te kwestie cały czas są u mnie w etapie testów. Jednak jestem pewna, że nie tylko bardzo dobrze je zdają, ale zostaną ze mną na dłużej. Staram się coraz częściej zaplanować jadłospis na najbliższy tydzień i w wolnej chwili zrobić jak najdokładniejsze zakupy.

Oczywiście kupuję te rzeczy, które spokojnie mogą w domu poczekać na swoją kolej. Czasem też wprowadzam do jadłospisu zmiany – bo akurat mamy na coś konkretnego ochotę 😉 Nie trzymam się go kurczowo, plany zawsze można zmienić.

Jednak to, co zauważam i myślę, że u każdej z nas będzie wyglądało to podobnie 😉 Jeśli mam ustalony plan, nie miotam się i nie zastanawiam co dzisiaj ugotuję, więc nie tracę niepotrzebnie czasu. Do tego robiąc większe zakupy raz w tygodniu, nie muszę co chwilę latać do sklepu, a to o znaczą, że o wiele mniej niepotrzebnych rzeczy (głównie słodyczy) ląduje w moim koszyku a później w kuchennej półce i żołądku 😉

Zakupy z listą.

Kolejnym sposobem jest wychodzenie na zakupy z gotową listą produktów. Z reguły w kuchni mam przyczepioną kartkę, na której tworzę listę rzeczy, których potrzebuję – widzę, że coś się właśnie skończyło albo kończy, to dopisuję.

Jeśli akurat mam w planach większe zakupy – sprawdzam zaplanowany jadłospis, stan lodówki i szafek i dopisuję wszystko to, co jeszcze muszę kupić.

Oczywiście zrobienie i zabranie ze sobą listy nie wystarczy. Pozostaje jeszcze najważniejsze, czyli trzymanie się tej listy już na samych zakupach. Aby to sobie ułatwić, staram się robić zakupy sama, lub wysyłać męża – gdy Jaś jest w przedszkolu lub zostaje z jednym z nas w domu.

Wiadomo jak mogą skończyć się zakupy z dzieckiem 😉 Chociaż u nas często ku zdziwieniu wszystkich wokoło, Janek krzyczał przy owocach – oczywiście chciał je wszystkie, za to półki ze słodyczami spokojnie mogliśmy ominąć 😉 Teraz już jest trochę gorzej – polubił też słodycze 😉

 

Zakupy przez internet.

Obecnie sporo rzeczy kupujemy przez internet. Wtedy wiem, że kupuję to czego potrzebuję i nie dorzucam do koszyka innych znalezionych w sklepie produktów. Po prostu wyszukuję to co chcę kupić, płacę i uciekam 😉

Przez internet można też spokojnie robić zwykłe zakupy spożywcze – raz na tydzień lub dwa, to co może dłużej postać w domu. Dodatkowym plusem jest dostawa do domu – nie tracimy czasu na zakupach.

Ten punkt jest u mnie w fazie testów i poszukiwań – jeszcze nie znalazłam sklepu, w którym będę mogła kupić większość czy wszystkie potrzebne mi produkty w odpowiednich cenach.

Dwa dni przerwy.

Ta zasada dotyczy zakupów droższych przedmiotów – szczególnie jeśli w trakcie spaceru czy wycieczki po centrum handlowym zauważamy coś fajnego ale w wysokiej cenie. Choć cena wcale nie musi być taka wysoka, aby tą zasadę zastosować.

Podoba nam się na przykład płaszcz. Zamiast kupować go od razu, oglądamy czy aby na pewno spełnia nasze wymagania, czy jest dobrze uszyty. Po czym wracamy do domu, przeglądamy szafę, aby sprawdzić czy rzeczywiście potrzebujemy nowego zakupu i dajemy sobie dwa dni – na decyzję, czy kupujemy czy może rezygnujemy 😉

Ja tą zasadę stosuję często także w przypadku zakupów internetowych. Znajduję coś fajnego, ale zanim kupuję zastanawiam się czy aby na pewno tego potrzebuję, jak pozytywnie wpłynie zakup na moje życie lub jak negatywnie wpłynie jego brak. Jeśli nie widzę zbytniej różnicy przy posiadaniu danej rzeczy lub jej braku – przeważnie odkładam zakup.

A TY JAKICH SPOSOBÓW UŻYWASZ, ABY ZAPANOWAĆ NAD SWOIM BUDŻETEM?