Święta Bogatych Myśli.

Zbliżają się Święta. Jak dobrze pamiętam, jest to czas, kiedy każdy jest bardzo zabiegany, nikt nie ma na nic czasu. W mojej rodzinie już 2, 3 tygodnie przed Świętami zaczyna się lepienie i mrożenie kilkuset pierogów i uszek oraz przygotowywanie innych potraw. Wszystko, co może być zrobione wcześniej, przygotowywane jest z wyprzedzeniem.

Co wcale nie zmienia faktu, że w dniu Wigilii wszystkie Kobiety (no dobra, mnie to nigdy nie dotyczyło) i tak spędzają cały dzień w kuchni. Jak już z niej wyjdą i wrócą do swoich domów – Wigilię spędzamy u babci, tam też odbywa się wigilijne gotowanie – zaczyna się druga część, sprzątanie. Szorowanie domu – a przynajmniej tych jego części i zakamarków, które nie zostały w ostatnich tygodniach umyte przynajmniej 5 razy 😉

Nie lubię takich Świąt. Najpierw każdy biega, gotuje sprząta, robi tysiąc rzeczy jednocześnie i oczywiście nie ma na nic innego czasu. Potem zaczynają się Święta właściwe – wtedy każdy siedzi przy stole i je, ale tak, jakby przynajmniej od tygodnia nie widział jedzenia.

Wraz z bratem udało nam się stworzyć nowe tradycje – siedzenie przy stole i nie próbowanie większości dań i druga – robienie kolacji zaraz po powrocie do domu z Wigilii 😀 Nie muszę chyba dodawać z jakim oburzeniem co roku spotykały się nasze tradycje.

Święta Bogatych Myśli mają bardzo mało wspólnego z tym, co pamiętam z dzieciństwa, czy chociażby z ostatnich kilku lat. Zdecydowanie chcę, aby w mojej rodzinie było inaczej, spokojniej. Żeby Jaś miał inne wspomnienia – wspólnego pieczenia pierniczków, pakowania prezentów, zdobienia choinki i przede wszystkim, aby ten czas kojarzył mu się ze spokojem i wspólnie spędzonym czasem.

My już po raz drugi spędzamy Święta Bożego Narodzenia w Anglii. 

Moje Święta wyglądają zupełnie inaczej. Lubię moją tradycję jedzenia tylko kilku potraw, ale zamieniłam ją w gotowanie maksymalnie trzech dań. Chyba mogę się pochwalić, że spędzam je w rytmie slow (zdaniem niektórych leń level hard) 😀 W moim domu, rządzą moje zasady:

12 potraw

 

Mimo, iż jestem magistrem matematyki, jeśli chodzi o wigilijne potrawy, na pewno nie będę w stanie naliczyć ich aż 12. W ubiegłym roku były dwie. W pierwszy dzień Świąt lepiliśmy jeszcze pierogi – no cóż, przygotowałam farsz na czas, ale nie chciało mi się przed samą Wigilią lepić i gotować pierogów. Więc tego nie zrobiłam – podobno wstyd, nie wiem nic takiego nie czułam 😉

W tym roku będzie podobnie. Zagości na naszym stole barszcz z uszkami – ja i Jaś go uwielbiamy. Żeby mąż nie czuł się samotny (i przede wszystkim głodny) będzie też grochówka – tylko Jaś jej nie lubi. O ile będzie mi się chciało i nie wypadną mi żadne ważniejsze sprawy, dopuszczam możliwość zrobienia pierogów – tylko ja ich nie lubię, więc w sumie chyba wszyscy będą zadowoleni 😉

Sprzątanie

To ta część życia domowego, której nie lubię prawie tak bardzo jak przesiadywania w kuchni. Na ogół unikam jak tylko mogę. W tym celu tak zorganizowaliśmy dom, żeby wystarczyło odkurzenie, starcie kurzy – z bardzo małej ilości mebli i ewentualnie przemycie podłogi. Ogólnie zajmuje mi to nie więcej niż 30 minut – no chyba, że sprzątam też łazienkę i myję naczynia, wtedy trochę dłużej 😉

Tak czy siak, na Święta sprzątanie będzie standardowe, takie jak co tydzień, czy dwa. Nie dodaję nic szczególnego – zdecydowanie nie umyję okien, w końcu mieszkam w Anglii 😉

Ogólne zabieganie i brak czasu

Mam wrażenie, że to najważniejsza z tradycji świątecznych, mimo to u mnie w domu nie zagości. Wszystko robimy razem. Gotowanie nie zajmie mi zbyt dużo czasu – pewnie dłużej będę myła szybkowar pomiędzy poszczególnymi daniami, niż zajmie mi ich przygotowanie. Chyba, że jednak będą pierogi, wtedy ich lepienie niestety wydłuży czas spędzony na gotowaniu.

Sprzątać też będziemy razem – dzięki temu spędzimy wspólnie czas, zresztą Jaś uwielbia mi pomagać (we wszystkim oprócz odkurzania).

Święta i tak się odbędą.

W tym czasie około świątecznym, często zapominamy co jest najważniejsze. Biegamy, gotujemy, kupujemy sterty prezentów, a zapominamy po prostu spędzić trochę czasu z rodziną. Ale nie czasu, kiedy my jesteśmy w kuchni, a reszta sprząta czy dekoruje choinkę.

Takiego czasu, kiedy po prostu jesteśmy razem. Kiedy wspólnie spędzamy czas. Możemy wtedy dekorować dom, albo po prostu posiedzieć z kubkiem gorącej herbaty w rękach i porozmawiać – o naszych planach, marzeniach, czy nawet o tym, co chcielibyśmy zjeść na Wigilię.

Jestem zdania, że nie ważne ile będzie dań, placków, jak czysty i udekorowany jest dom. Najważniejsze jest, aby pamiętać o tym, żeby spędzić trochę czasu wspólnie – tak rzadko udaje nam się mieć czas dla siebie i rodziny, po co marnować go na zbędne przygotowania?

Święta i tak się odbędą, dlaczego nie uczynić ich wyjątkowymi, nie dlatego, że podczas Wigilii padamy już ze zmęczenia, ale dlatego, że spędzimy sporo wyjątkowego i wartościowego czasu z najbliższymi.

 

A TY JAK SPĘDZISZ TE ŚWIĘTA?