Wymówki sabotujące finanse.

Wszyscy wiemy, że finanse są nudne. A już planowanie budżetu, sprawdzanie ile na co wydaliśmy, przeliczanie, obliczanie – to już jest koszmar. Więc po co to robić? Lepiej stosować wymówki sabotujące finanse.

W końcu każdy żyje od pierwszego do pierwszego, kupuje na kredyt, zadłuża się coraz bardziej, a o wakacjach może sobie tylko pomarzyć. Ale czy rzeczywiście każdy?

No dobra, może każdy kogo znasz, ale to wcale nie znaczy, że każda Kobieta tak ma. Chociaż zdecydowanie najłatwiej jest nam powielać schemat znany z naszego otoczenia. Obserwowaliśmy rodziców, dziadków, sąsiadów. Jeżeli oni nie wyjeżdżali na wakacje i ledwo udawało im się związać koniec z końcem, wydaje nam się, że może to jest norma.

Może i jest, ale mi się taka norma nie podoba – a Tobie?

Mimo wszystko, jest wiele wymówek sabotujących finanse, które stosujemy – czy to powielając schemat, czy tylko usprawiedliwiając sobie nasze finansowe niepowodzenia.

Po co planować budżet domowy.

W końcu i tak ledwo wystarcza mi na rachunki i podstawowe zakupy. Przecież sprawdzanie ile rzeczywiście na co wydaję i planowanie wydatków na następne tygodnie czy miesiące jest bez sensu. To i tak nic nie zmieni.

Przecież lepiej tak jak teraz, wydawać wszystko to co zarabiam, w końcu i tak nie uda mi się odłożyć na samochód czy wakacje. I co z tego, że w ciągu paru miesięcy nie odłożysz na wakacje na Karaibach, a nóż uda Ci się zorganizować dwutygodniowy wypad na Mazury – to też wakacje, odpoczniesz, naładujesz baterie.

Ale tak, to za blisko domu, nie ma się czym pochwalić sąsiadom.

No cóż, zmieni czy nie zmieni okaże się jeśli spróbujesz. Jestem pewna, że nie tracisz nic poza odrobiną czasu – i tak wiem, masz go za mało na wszystko, to zupełnie tak jak ja!

Lista zakupów? – przecież ja wiem, czego potrzebuję.

Tylko, że to potrzebuję często myli się z mam ochotę lub wręcz zachciankę na coś tam. I nagle do koszyka wpadają słodycze, przekąski, a czasami nowa torebka czy setna para szpilek.

No ale po co robić listę, po co sprawdzić czego brakuje w szafkach czy lodówce – to zajmuje nasz bezcenny czas. Dużo lepiej jest później krążyć w sklepie, przejść przez każdą alejkę i stracić dwie godziny na zastanawianie się, czy może kończy mi się mąka, czy mam jeszcze spory zapas.

Nie mogę być gorsza od sąsiadki!

O to mój ulubiony punkt. Ale jak to tak, że nie masz w domu firanek, najdroższych podług czy też ogrodu zaprojektowanego przez specjalistę. Przecież to niemożliwe, żeby podobała mi się jedynie zielona trawa i brak wymyślnych ozdób.

Po co zastanawiać się nad tym, czego chcę i przede wszystkim na co mogę sobie pozwolić? Przecież najważniejsze jest, aby nie być gorszym od sąsiadów, mieć wszystko to co oni, a najlepiej jeden model nowsze.

Znam z autopsji jak tragiczne w skutkach może okazać się przejmowanie zdaniem innych i próba dorównania do jakichś utartych standardów. A przecież nie to jest najważniejsze, ale kogo to obchodzi.

Jest przecena – trzeba skorzystać!

Przeceny, wyprzedaże – któż z nas ich nie lubi? (Trochę sarkazm – ja nienawidzę przecen, wyprzedaży, tłumów w sklepach – ale wiem, że nie każdy tak ma ;)).

Przecież to nienormalne, żeby nie kupić sobie czegoś w trakcie wyprzedaży. Setna bluzka, nowa torebka – 10 złotych taniej, więc muszę ją mieć! Co z tego, że portfel zaczyna cierpieć na anoreksję, w następnym miesiącu zacisnę pasa, dzisiaj trochę zaszaleję.

A potem w domu okazuje się, że w sumie to wcale nie była mi ta bluzka czy torebka potrzebna, no ale przecież nie wrócę jej do sklepu, bo jak to będzie wyglądało. Więc chowam ją na dnie szafy czy na strychu, żeby nie przypominała mi tych bezsensownie wydanych pieniędzy!

A CZY TY STOSUJESZ JAKIEŚ WYMÓWKI SABOTUJĄCE KOBIECE FINANSE?